Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lipca 2012

ERROR 0036



Czasem dzwonimy na infolinie dużych firm, banków itp. Wydaje się że coraz trudniej jest uzyskać jakąkolwiek pomoc, połączyć się w końcu z kompetentną osobą. W Hiszpanii jest podobnie a w przyszłości może być jeszcze gorzej. I o tym właśnie jest ten film.

środa, 4 kwietnia 2012

Nacho Vigalondo "Extraterrestre"


Fajny film wczoraj widziałem, chciałoby się powiedzieć. Tyle że nie wczoraj a w czwartek i mało brakowało abyśmy obeszli się smakiem bo w czwartek świętowano w Santa Cruz strajk generalny. Z powodu objazdów dotarliśmy do kina 5 minut po czasie, cudem parkując w okolicy baru "Kaplica". Jakby tego było mało okazało się że akurat na "Extraterrestre" nikt nie przyszedł i projekcja się nie odbędzie. Na szczęście po krótkiej debacie udało nam się przekonać operatora że może jednak, skoro już dotarliśmy i w ogóle...
Julio budzi się w obcym mieszkaniu, prawdopodobnie po niezłej imprezie bo nic nie pamięta. Na podłodze znajduje czarny biustonosz a w kuchni jego długonogą właścicielkę (oboje na zdjęciu powyżej). Julia również nic nie pamięta z minionej nocy więc przedstawiają się sobie nawzajem i podejmując walkę z kacem przy pomocy czarnej kawy, usiłują przypomnieć sobie szczegóły minionego wieczoru. Niestety, amnezja jest całkowita i trzeba wrócić do rzeczywistości bez względu na to co się ubiegłej nocy wydarzyło. Tymczasem okazuje się, że rzeczywistość jest jakaś inna. Nie działają telefony, brak programów w telewizji, nie można połączyć się z internetem. Za oknem na ulicy pustki. Nie ma nikogo. Spoglądają w niebo (na zdjęciu powyżej) i dostrzegają olbrzymi latający talerz, obracające się wolno nad Madrytem UFO. Od tej chwili aż do końca filmu trwa bliski poetyce "Rejsu" festiwal pierwszorzędnego absurdalnego humoru. Obcy samą swoją obecnością prowokują najdziwniejsze reakcje a opowieść płynie i komplikuję się bardziej i bardziej w miarę rozwoju sytuacji. Projekt jest niskobudżetowy, nie ma w nim efektów specjalnych jakich można by się spodziewać po filmie o kosmitach. Większość scen nakręcono w tym samym mieszkaniu i okolicy. Brak środków na lasery i eksplozje miał wybitnie dobroczynny efekt na jakość produkcji i kreatywność zespołu. W miejsce wojny światów jest masa pomysłów, dobre aktorstwo i morze śmiechu. Genialne.

czwartek, 8 marca 2012

Wiadomość w butelce

A właściwie nie tyle w butelce co na banknocie, jednak z większą nadzieją na dotarcie do adresata. W Polsce, jak mi się wydaje, dość powszechne jest narzekanie na polityków. Można by pomyśleć że mamy najgorszych na świecie. Nie jestem pewien na ile to pocieszające, ale Hiszpanie myślą dokładnie tak samo o swoich. Wyrazem tego nurtu ideowego jest poniższy obrazek:


"Panowie Politycy, ponieważ wiem że prędzej czy później ten banknot skończy w waszych rękach: idźcie w cholerę!!"

Nie mam zamiaru rozstrzygać sporu w sprawie stopnia skorumpowania polskich czy hiszpańskich posłów, radnych i burmistrzów. Moja babcia powiedziałaby że wszyscy są po jednych pieniądzach. Z biegiem lat coraz bardziej doceniam Jej mądrość.

czwartek, 9 lutego 2012

Alex de la Iglesia "La chispa de la vida"

Szyderczy obraz rzeczywistości medialnej pokazany w tym filmie jest uderzający porażający.  Alex de la Iglesia stworzył karykaturę ze znakomicie narysowanymi postaciami. Główny bohater (Roberto), wypalony bezrobotny spec od reklamy bezskutecznie szuka pracy pukając do drzwi luksusowych gabinetów swoich dawnych kolegów - w tragicznej roli debiutuje José Mota, aktor komediowy i parodysta. Nie mogę odmówić sobie przyjemności wklejenia poniżej fragmentu telewizyjnego programu noworocznego sprzed roku, José Mota to ten pan w białym stroju.



Niestety, jego starania od kilku lat są bezowocne i jedynie bezwarunkowe wsparcie żony (Salma Hayek) utrzymuje go w jako takiej kondycji psychicznej. Po kolejnym nieudanym spotkaniu wraca myślami do początków małżeństwa. Postanawia spędzić z żoną weekend w hotelu zapamiętanym z miesiąca miodowego. Romantyczny pomysł również okazuje się porażką bo hotel przestał istnieć a w jego miejscu powstało muzeum z odrestaurowanym amfiteatrem z czasów rzymskich. Zdezorientowany Roberto trafia tu w momencie uroczystej inauguracji z udziałem miejscowych władz i tłumu reporterów. Porwany przez strumień ludzi dostaje się do środka, gubi w labiryncie korytarzy aby w wyniku splotu nieprawdopodobnych zdarzeń upaść ze sporej wysokości na pokrytą stalowym rusztowaniem scenę amfiteatru. I w tym momencie zaczyna się film. Okazuje się że Roberto nie może wstać. Leży na wznak z rozrzuconymi ramionami w pozycji ukrzyżowanego, rusza rękami i nogami, mówi i myśli normalnie ale w jego głowie tkwi metalowy pręt wystający z rusztowania. Przybyli na miejsce ratownicy pogotowia odmawiają podniesienia go ze względu na ryzyko natychmiastowego zgonu w wyniku krwawienia śródczaszkowego. Kiedy dowiadują się o tym obecni na otwarciu muzeum dziennikarze i reporterzy, wypadek Roberto staje się newsem lokalnym, następnie krajowym i w krótkim czasie międzynarodowym. Warto przyjrzeć się różnym reakcjom na zaistniałą sytuację. Dyrektorka muzeum obawia się o integralność zabytkowych kamieni podczas próby uwalniania rannego. Szef agencji reklamowej, który kilka godzin wcześniej pokazał mu drzwi dzwoni z ofertą pracy. Burmistrz co chwilę odbiera sprzeczne rozkazy z partyjnej wierchuszki i usiłuje zastosować się do nich nie tracąc stołka przy okazji niespodziewanej afery. Sam Roberto zaczyna dostrzegać w niewygodnym położeniu szansę na sukces i postanawia sprzedać wyłączność na jedyny wywiad temu kto da więcej...
Nie zdradziłem tu zbyt wielu wydarzeń, w filmie dzieje się sporo a po projekcji dopadła mnie refleksja na temat celebrytów. Cóż to za dziwny gatunek ludzi. Znani tylko dlatego że z jakiegoś powodu pokazali się w telewizji. Pojawiają się bo ktoś na tym zarabia jakąś kasę. Znikają, bo nie mają nic do powiedzenia i publiczność się nudzi.
Film świetny, dobrze pomyślany, zagrany i zrealizowany. Na filmwebie dałem mu 9/10.


czwartek, 12 stycznia 2012

El café

Poniższa informacja nadeszła mailem i wstrząsnęła mną do głębi. Od dziś nie piję gorącej kawy w plastikowych kubkach...

INFORMATIVO - VASO DE PLASTICO
El café excesivamente caliente, en vaso de plástico, reduce en dos tercios la potencia sexual del hombre:

 

Primero quema los dedos y después la lengua...







piątek, 7 października 2011

Nuevo fraude


 
Mucho cuidado con las compras por Internet. Me lo termina de pasar un íntimo amigo, así que mucho cuidado
¡Mucho ojo con E-Bay!

NUEVO FRAUDE POR E-BAY
Pagué 150,00 euros por un aparato que te hacía crecer el pene inmediatamente...
¡Y los hijos de puta me mandaron una lupa!

¡Ya estais advertidos!

poniedziałek, 5 września 2011

Powakacyjne refleksy

Refleksy, nie refleksje bo coś czasem błysnęło przed oczyma, poraziło, zadziwiło. Na przykład reklamy leków i parafarmaceutyków w Polsce. Jadę sobie radiem a tu w samochodzie diosmina, skurcze, magnez, przepływ krwi, cholesterol, pamięć i koncentracja... Jadę i jadę i z oszołomienia wyjść nie mogę. Może by tak jaką muzykę puścili w końcu? Jak już puszczają to znów reklama i tak w koło Wojtek. Najpierw śmiałem się pod nosem, później głośno ale śmiech zdechł kiedy ujrzałem w różnych domach baterie buteleczek, opakowań, barwnych płynów i tabletek. Ludzie to łykają ?!
Więc podłączam się do trendu i zamieszczam elektryzujący gadżet, rozjaśniający ciemności radosny element.
Każdy może go wzwieść bądź opuścić w dowolnie wybranej chwili: dzielny pstryczek elektryczek!

środa, 8 czerwca 2011

Españistán



Krótki filmik w przystępny sposób wyjaśnia przyczyny i przebieg hiszpańskiego kryzysu. Czapki z głów przed autorem a dla Polski przestroga: jest tylko kwestią czasu, kiedy skończy się czas rozwoju gospodarczego. Upadek będzie bolesny, zwłaszcza dla tych którzy sądzą że ceny nieruchomości oraz PKB będą rosły zawsze.
Polonistan czeka tuż za rogiem...

czwartek, 5 maja 2011

Mourinho na konferencji prasowej.



W Polsce nie ginie temat Smoleńska. We Włoszech beatyfikują Jana Pawła II. W Ameryce cieszą się z ubicia ben Ladena a w Anglii z książęcego ślubu. Niespotykana mnogość wiekopomnych wydarzeń, które Hiszpanów wcale nie interesują. Hiszpania interesuje się El Clásico. Odwieczna i zabójcza rywalizacja między Barceloną i Madrytem. Cztery wielkie mecze na przestrzeni 18 dni oraz mourinizacja futbolu. Dowodem tego powyższy filmik i zawarte w nim metafizyczne pytanie: dlaczego cukierki Sugus o smaku ananasowym są niebieskie? Mourinho nie rozumie, ja też nie. Czy ktoś może nam wytłumaczyć?
Smacznego!

PS: Mourinho szybko doczekał się odpowiedzi Guardioli... 
PS 2: dodaję wersję muzyczną z angielskimi napisami poniżej.
PS 3: wywiad z autorem parodii.

środa, 22 września 2010

"Człowiek, który gapił się na kozy"

Wojna i parapsychologia. Nie jestem pewien czy autorzy filmu chcieli ośmieszyć pierwszą czy drugą. Chyba też nie mogli się zdecydować i zaśmiali się do rozpuku z obydwu. Dobra rola Clooney'a. Niezła kozy. Poprawna komedia, zabawne sceny. Nie wpadłem w ekstazę. Mój 12 letni syn był zachwycony i obejrzał dwa razy. Na filmwebie dałem 6 gwiazdek.

środa, 1 września 2010

Alfonso Ussía "El diario de mamá"

Hiszpański dziennikarz satyryczny Alfonso Ussía zabiera głos w sprawach publicznych i obyczajowych i trzeba przyznać że robi to z jajem. Kolejny tom przygód markiza de Sotoancho czyta się jednym tchem, zwłaszcza że autor już w pierwszym rozdziale skomplikował mu życie w sposób niebywały. Zaczyna się od kary inspekcji pracy za zatrudnienie przy winobraniu karłów. W dodatku na czarno. Prasa nie zostawia na markizie suchej nitki z powodu wykorzystywania niepełnosprawnych. Potwierdza się powiedzonko, że każdy dobry uczynek musi zostać ukarany, albowiem wybrano do pracy karły dlatego, że nie muszą pracować z pochylonym grzbietem zrywając winne wonne grona, w przeciwieństwie do osób obdarzonych normalnym wzrostem, oszczędzając im litościwie nieznośnych bólów pleców. Następnie okazuje się, że młoda, śliczna kolumbijska żona markiza rozpoczęła płomienny romans z krzepkim blond strażakiem rosyjskiego pochodzenia. Nie pierwszy to taki skok w bok ognistej małżonki i nie ostatni, bo mąż wyraża zgodę na jeden romans rocznie, ale dlaczego u licha właśnie teraz? Jakby zmartwień było mało, zjawia się majordomus z bezczelnym pomysłem zaproszenia do posiadłości austriackiej księżniczki jako narzeczonej markiza za którego on sam się podał. Markiz ustępuje pod naciskiem szantażu. Zdradziecki majordomus dysponuje sekretnym dziennikiem szczęśliwie ostatnio zmarłej mamy markiza, w którym przedstawiła ona syna w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Dowiadujemy się, że markiz urodził się skrajnie brzydki, że matka przez całe lata patrzyła na niego z obrzydzeniem, że podczas chrztu upuszczony na podłogę doznał urazu głowy, że w wieku 5 lat jeszcze nie mówił a jako 32 latek moczył prześcieradło w nocy. Jeśli te informacje dotrą do służby, grozi niechybna katastrofa. Niekorzystny splot okoliczności rozwiązuje się pośród licznych nieoczekiwanych zwrotów akcji, zapewniając czytelnikowi przyjemne popołudnie pośród salw zdrowego, rubasznego śmiechu. Przydałaby się podobna markizowi wyrazista osobowość wśród polskich postaci satyrycznych.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Pomnik

Nie zamierzałem pisać tu o sprawach z życia publicznego. Ale robi się coraz zabawniej i nie mogę się powstrzymać. Dziś dotarł do mnie drogą mailową projekt pomnika. Podejrzewam ze społeczny, jakżeby inaczej. Ubolewam, że prawdopodobieństwo jego realizacji jest niewielkie. Uważam że został bardzo dobrze skomponowany, bez naruszenia klasycystycznego charakteru Pałacu Prezydenckiego. Jednocześnie w sposób alegoryczny oddaje rolę, jaką odegrały w naszej historii przedstawione na nim postaci. Należy docenić, że na tablicy nie zabrakło miejsca dla pięknego, staropolskiego imienia Jarosław. Zwracam się z uprzejmą prośbą do odpowiednich władz o zaakceptowanie projektu i przeznaczenie w budżecie państwa odpowiedniej sumy, gwarantującej szybką i sprawną jego realizację.

ps: Jarosław to również nazwa miasta, leżącego w granicach naszej tysiącletniej Rzplitej. To nie może być zwykły przypadek.

wtorek, 22 czerwca 2010

piątek, 14 maja 2010

Nacho García Velilla "Que se mueran los feos"


Hiszpańska komedia jest chyba tylko w Hiszpanii znana i ceniona. A szkoda bo mają się czym pochwalić. "Smierć brzydalom" jest filmem na którym śmiałem się od początku do końca niemal bez przerwy i teraz jeszcze podśpiewuję w duchu wiodący motyw muzyczny. Opowiadanie komedii nie przekonuje mnie, więc tylko wspomnę genialnie wymyśloną i zagraną postać wiejskiego księdza. Jego zaangażowanie w codzienne życie parafian oraz bezgraniczna gotowość niesienia najbardziej nietypowej pomocy winna być stawiana za przykład studentom seminariów. Kiedy znów będę miał ochotę się zdrowo pośmiać, śmierć brzydalom!

środa, 12 maja 2010

Imiona

Bogactwo imion mają Hiszpanie nieprzebrane. Trudno je wszystkie spamiętać czego doświadczam dość często. Przykładem niech będzie ten krótki dialog:

- miałeś zadzwonić do Rigoberto
- do Ricardo - poprawiam odruchowo
- do Rodrigo - śmieje się U.
- no właśnie mówię że do Rodrigo - robię głupią minę i śmiejemy się razem.

Dzwonię do Rodrigo.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Book



Para variar leamos un poco ;)

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Dlaczego puste pudelko?

Może tłumaczenie tytułu skeczu będącego inspiracja nazwy bloga nie jest dosłowne, ale moim zdaniem oddaje jego (skeczu) sens...
Niestety adres nothingbox.blogspot.com został zajęty 4 lata temu przez jakiegoś sfrustrowanego Kanadyjczyka. Mógłbym poszukać innej nazwy. Ta jednak podoba mi się za bardzo.
Zresztą... popatrz i posłuchaj historii dwoch mozgow wedlug Marka Gungora