Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2012

Keren Ann "101"


Niezwykły, poruszający tekst.
Niepokojąca muzyka.
Kojący głos.
Hipnotyczne odliczanie.

100 and one forests
100 days to abandon
99 percent
98 minutes
97 dollars
96 men in uniform
95 faces
94 pages
93 million miles away
92 johnson solids
91 space wings
90 stable isotopes
89 bullets
88 constellations
87 acres
86 Fahrenheit degrees
85 kilometers of paved roads
84 millimeters
83 riders cold blood scene
82 bars
81 poems
80 shilling ale
79 star trek episodes
78 revolutions per minute
77 developing nations
76 trombones
75 sperms
74 guns
73 lunar eclipses
72 virgins
71 solar ecplipses
70 souls in the house of jacob
69 lives
68 beats per minute
67 counties
66 verses
65 notorious crimes
64 positions
63 years since Independence
62 destroyers
61 kings
60 seconds
59 cents
58 round trips
57 channels
56 members
55 weeks
54 edges
53 first pilots
52 white keys
51 jeans
50 gates of impurity
49 nights of meditation
48 pairs of shoes
47 wives
46 human chromosomes
45 summer rise
44 candels
43 journeys
42 lettered names
41 rounds
40 years of probation
39 lashes before Crucifixion
38 months
37 years since birth
36 hours
35 soldiers
34 horses
33 recorded miracles
32 paths of wisdom
31 equal frequency ratios
30 Celsius degrees
29 years to orbit the sun
28 grams
27 methods
26 miles
25 frames per second
24 kinds carats
23 feet below sea level
22 guitars guitarists
21 cannon shots
20 years between captor and destruction capture
19 holes
18 promises
17 unsent letters
16 kingdoms
15 minutes of fame
14 months of morphine
13 attributes of mercy
12 tribes of Israel
11 stars of Joseph
10 commandments
9 moons of Jupiter
8 individual resurrections
7 days of creation
6 sections of repetition
5 books of Moses
4 mothers
3 fathers
2 tablets of stone
1 God.

czwartek, 27 września 2012

piątek, 7 września 2012

piątek, 10 sierpnia 2012

Anthony Strong - Canarias Jazz '12



niedziela, 15 lipca 2012

Hiromi Trio Project

W środę odbył się w audytorium w Santa Cruz genialny koncert. Nie chcę nadużywać wielkich słów, ale był naprawdę genialny. W filmiku jaki wklejam poniżej Hiromi Uehara mówi: moim celem nie jest przesłanie muzyki z palców rąk do uszu słuchaczy, chcę ją przekazać bezpośrednio z serca do ich serc. Ta sztuka jej się udaje. Od pierwszych taktów czułem się uczestnikiem niezwykłego wydarzenia. Pasja, perfekcja i improwizacja w modelowych proporcjach. Bywa że słucham jazzu, czasem muzyki klasycznej, nie należą one jednak do moich ulubionych gatunków. Ale z muzyką jest jak z jedzeniem, można zaledwie tolerować hiszpańską kuchnię i zachwycić się dobrze przyrządzonym ogonem byka. Takie przyziemne porównanie wpadło mi do głowy kiedy nie mogłem wyjść z podziwu dla wirtuozerii i klasy Hiromi. Jeśli ktoś z obecnych na sali nie znajdował się jakimś cudem w stanie ekstazy, to na pewno ją osiągnął kiedy na widowni zagrała niewyłączona komórka. Wśród publiczności dał się wyczuć nastrój dezaprobaty, nawet nie szmer niezadowolenia, rodzaj bezdźwięcznego dysonansu. Hiromi nie przerwała gry, wydawało się że może nawet nic nie zauważyła. Była w środku swojej muzyki. Ale po zaledwie 20-30 sekundach dzwonek telefonu pojawił się ponownie, tym razem wyczarowany z klawiatury fortepianu, idealnie podobny do oryginału zdawał się być odzewem, sekretnym przesłaniem tylko dla wtajemniczonych. Skończyło się na rozluźniającym śmiechu i krótkich brawach a zabrzmiało tak naturalnie jakby było od początku zaplanowane.
Piszę o Hiromi bo daje nazwę i przewodzi grupie, ale towarzyszy jej dwóch doskonałych muzyków, bez których trudno byłoby osiągnąć ten bliski ideału efekt: na gitarze basowej Anthony Jackson, na perkusji Simon Philips. Kiedy ponownie będę miał możliwość posłuchania jej na żywo, rzucę wszystko i pobiegnę do kasy po bilet. W pierwszym rzędzie.

Poniżej fragmenty wywiadu przeplatane muzyką. Nędzny erzac, ale lepszy rydz niż nic, jak mawiała moja Babcia.


piątek, 20 kwietnia 2012

Azure Ray "Larraine"



Wyłowiłem ten kawałek słuchając w samochodzie albumu ''Drawing Down The Moon'' (2010). Jechaliśmy ze znajomymi na obiad do Casa Fito w Chimiche, miejsce zasługujące na osobnego posta ze względu na wyróżniające je walory gastronomiczno estetyczne. Znakomity escaldon, serwowany z kawałkami grubo krojonej białej cebuli i świeżym kozim serem, bacalao z kasztanami,  soczyste secreto ibérico, niezłe wino i czekoladowy tort na deser. Po posiłku zostało miłe kulinarne wspomnienie. Po podróży, ta piosenka. Początkowo ujęła mnie ciepła, matowa barwa idealnie pasujących do siebie głosów i nieco monotonny rytm. Później zwróciłem uwagę na narastające napięcie: do samotnej gitary dołącza basowa, następnie perkusja i w końcu smyczki. Jednak powaliło mnie dopiero kiedy słowa zaczęły docierać do zahipnotyzowanej melodią, półuśpionej kołysaniem samochodu świadomości.
Teraz słucham ich bezustannie..

AZURE RAY "Larraine"

You grew up in a patch
Some say that it was cursed
You spent your whole life
Trying to wash away the dirt
They said that you were nothing
With their hands under your skirt
So you tide yourself away
With a rag under your shirt
Oh Larraine

Your daddy loved you wrong
While he pointed his gun
Your mother turned her face
Being princess of grace
Oh Larraine

They left you in the woods
To find your way back like a dog
You cried in the dark
While they drank beers on the lawn
Oh Larraine
Oh Larraine

The nightmares wouldn’t stop
So you drink them to a haze
But when you cut the lines
They put you away

You had a little girl
Who writes songs about your pain
An episode of grace
And now she’s living in L.A
Oh Larraine
Oh Larraine

Most of them I never knew
But that is just as well
Even as I cry for you
I know they’re all in hell
Oh Larraine

Don’t you know it was all for you Larraine
Everything I did was for you Larraine
Cause what they did to you they did to me


poniedziałek, 19 marca 2012

Esther Ovejero "Viaje"

Na muzycznej pustyni Teneryfy niespodziewanie zbiegły się trzy koncerty i mieliśmy w sobotę mały dylemat. Z jednej strony w Orotavie Luz Casal, której może nie uwielbiamy ale ciekawi byliśmy jak wygląda na żywo. Z drugiej fado w Teatro Leal w Lagunie. Też korci, ale nie była to Mariza wiec... do audytorium skierowaliśmy kroki i po nabyciu w ostatniej chwili dwóch biletów w cenie 15 erło sztuka otrzymaliśmy dość chaotyczny spektakl, muzyczną podróż poprzez dotychczasowe zainteresowania i nagrania Esther Ovejero.Wielki czarny głos. Kiko Perdomo jaśniutko błyszczał na saksofonie i klarnecie. Reszta zespołu grała co najmniej poprawnie, ale czegoś brakowało. Może wybór utworów był niezbyt szczęśliwy, zmieszanie jazzu z muzyką latynoską i elementami afrykańskiej zamieszało mi w kiszkach i wyszedłem z zawrotem głowy oraz uczuciem żalu. Szkoda że marnuje się taki Głos. Porównywalny z głosem Adele, który całkiem niedawno podbił świat. Mocny, głęboki i schowany przed szerszą publicznością..

piątek, 24 lutego 2012

Leonard Cohen "Old Ideas"

Właśnie słucham jej po raz pierwszy.
Poddaję się magii.
Jest piątek, 24 lutego 2012 i słucham po raz pierwszy nowej płyty Leonarda Cohena.

środa, 21 grudnia 2011

Tradycja świąteczna, życzenia

Otóż zgodnie z wieloletnią tradycją w okresie świątecznym zawsze coś się w naszym domu psuje. W ubiegłym roku dzień przed Wigilią padła płyta kuchenna. Dwa lata temu 24 grudnia rano bojler. Trzy lata temu tuż po 20 grudnia piekarnik. Cztery lata temu nie pamiętam, ale coś tam nawaliło na pewno. W tym roku jeszcze na sto procent nie wiadomo, ale mam nadzieję że to będzie zmywarka. Bo zmywarka już jest zepsuta i jutro rano mają nam ją zwrócić i zamontować.
A było to tak. Pewnego dnia zatrzymała się w trakcie zmywania. Bez ostrzeżenia. Telefon do serwisu, już na drugi dzień oddzwonił technik, po dwóch kolejnych przyszedł, zdiagnozował problem, skasował 41 euro i poszedł. Mija tydzień. Mijają dwa tygodnie. Nie denerwujemy się wcale, wiadomo że trwać musi. Fachowiec wrócił z nowymi częściami, zamontował. Zmywarka nadal nie działa, ale przy okazji zepsuł się odpływ i podczas zmywania tradycyjnego woda leci do szafki pod zlewem. Naprawiamy. Tym razem technik dzwoni już po 2-3 dniach i ostrzega że przyjdzie z kolegą. Trochę się obawiamy, ale co tu zrobić, chłop porządny bo za drugim razem nie skasował już za nienaprawienie. Przychodzi z kolegą. Załatwili sprawę ekspresowo. Okazuje się że kolega jest z branży transportowej, przyciągnął wózek i zmywarkę zabrali. Kwitu nie zostawili zgodnie z miejscowym obyczajem ale cicho sza, jak kiedyś poprosiłem w sklepie o potwierdzenie w zamian za zepsuty sprzęt to pani najpierw śmiertelnie się obraziła, następnie z politowaniem spojrzała na głupiego obcokrajowca aby w końcu uprzejmie zapytać co ma być napisane. Nauczony doświadczeniem nawet nie pisnąłem o papierku w zamian za grata. Co będzie jak się fachowiec obrazi? Koniec końców zabrali maszynę i zniknęli. Mija tydzień, nawet nie wiadomo kiedy bo ładna pogoda i w ogóle dużo mamy wrażeń. Mija drugi tydzień, przychodzi mi do głowy że mogliby chociaż zadzwonić i powiedzieć na jakim są etapie, czy części dopłynęły z półwyspu czy może nie zmieściły się na statek. W trzecim tygodniu nawet młodszy syn zauważył że w kuchni przybyło pustej przestrzeni. W tej sytuacji podjąłem męską decyzję i dzwonię do serwisu. Okazuje się że usterka naprawiona, właściwie mogliby przywieźć sprzęt i zamontować ale... No właśnie, taka mała niedogodność... Zgubili gdzieś kółko programatora i bez tego kółka to nie bardzo, oczywiście już jest zamówione, szukali, wszędzie szukali, przetrząsnęli wszystko nawet na podłodze, zamówili całkiem nowe kółko i nie trzeba będzie wcale za nie płacić, taka dobra wiadomość. Prawda że dobra? No w sumie dobra mówię, ale tak mniej więcej to kiedy pojawi się kółko (i reszta zmywarki - myślę)? I ile będzie kosztowało (bez kółka)? Już niedługo, pociesza mnie głos w słuchawce. Jak tylko nadejdzie to zaraz już będzie a poza tym kółko na nasz koszt zamówiliśmy, rachunek obejmie zepsute części i tylko jedną godzinę robocizny. Tylko jedną, to prawie nic ale szef kazał jedną to jedną, wyjdzie prawie gratis. Kółko całkiem za darmo będzie i do tego nowe. No tak, nie daję się łatwo zbić z tropu, ale jaki rachunek będzie do zapłacenia?
-180.
Aha, myśle, 180 - już nie jestem ciekaw kiedy ją oddadzą. To ja poczekam mówię łaskawie jakbym miał jakikolwiek wybór, żegnam się chłodno i odkładam słuchawkę. Dwa kolejne tygodnie mijają jak z bicza strzelił. Zmywarka wraca do nas jutro rano. Nie jestem pewien czy to dobrze czy źle. Przyzwyczaiłem się już do obszernego otworu pod blatem kuchennym i teraz nie wiem czy zgodnie z tradycją do soboty zepsuje się coś jeszcze, czy może zmywarka nam zalicza?

Jeśli ktoś wytrwale doczytał do tego momentu, może zechce przyjąć życzenia świąteczne. Wszystko jest w muzyce Omara Sosy (niedawne odkrycie U.), zawarte, zaszyfrowane. Trzeba posłuchać, wsłuchać się, zasłuchać i dowiedzieć co w duszy gra. I tego właśnie Wam w te święta życzę. Abyście odkryli czego naprawdę chcecie i dążyli do tego konsekwentnie.
Oraz sprawnych Artykułów Gospodarstwa Domowego.

wtorek, 13 grudnia 2011

Russian Red "Timing is Crucial"

Niedawno wyszła druga płyta "Russian Red". Swojsko brzmiący tytuł "Fuerteventura" zachęcił mnie do jej wysłuchania i porównania z poprzednim krążkiem "I Love Your Glasses". Jestem bardzo przyjemnie zaskoczony. Podczas słuchania wyświetlił mi się w głowie obraz dużego kuchennego robota/miksera. Do pojemnika wpadają fragmenty płyt różnych wykonawców. Szefowa kuchni dobiera proporcje, przyprawia własnym głosem, wciska guzik start. Po krótkiej chwili z małej szufladki z boku wyskakuje nowa płyta. Wkładam ją do odtwarzacza i staram się odgadnąć jakie składniki zostały użyte. Słyszę latynoskie rytmy Juliety Venegas, ostry głos Kate Bush wpadający w Katie Melua, gitarę basową Norah Jones, brzmienie The Beatles a nawet ślad Elvisa Presleya. I wiele innych. Najdziwniejsze jest to że wszystko razem  do siebie pasuje. Przyjemnie się słucha w samochodzie. Trudno mi było zdecydować co wkleić poniżej. Ostatecznie zalinkowałem ascetyczne "Timing is Crucial" ze starszej płyty ze względu na dyskretny urok gitarki.





Może jeszcze "Nick Drake" z Fuerteventury"?

czwartek, 10 listopada 2011

The Gramophone Allstars "He perdido contigo"

Wracamy z U. z Santa Cruz. Najlepsze kasztany są na Plaza España, ale w tym roku jakoś nam się wcześniej nie składało. Ponieważ jednak i kasztany i Fotonoviembre 2011 i wystawa polskiej fotografii surrealistycznej w TEA... Koniec końców wybraliśmy się i właśnie wracamy. Jest godzina 19.57, za oknem ciemno, w samochodzie radiowa trójka cicho gra.
Mówię: to taka Anna Maria Jopek po hiszpańsku.
U.: to samo sobie pomyślałam.
To wszystko wczoraj, a dzisiaj wklejam ten kawałek:

czwartek, 3 listopada 2011

Fado: Ana Laíns w Lagunie (Teatro Leal)



Bardzo sympatyczna dziewczyna. Wyszła nieco niepewna na scenę, początkowo zaśpiewała z wyraźnym napięciem. Po pierwszych brawach rozluźniła się. To niesamowite jaką pogodną ma twarz pomiędzy mrocznymi tematami fado. Chętnie zaśpiewała kilka bisów i nawet wydawało się że wcale nie ma ochoty kończyć. W pewnym momencie zdjęła buty, usiadła na piętach i zaśpiewała wiersz Rubena Darío "A tí". Jedyny utwór po hiszpańsku, być może dlatego utkwił mi w pamięci. Ana bardzo miękko przechodzi z jednaj piosenki do drugiej. Potrafi opowiedzieć dlaczego ta kolejna jest dla niej ważna i zawsze znajduje wiarygodny powód. Jedna jest autorstwa jej ulubionego wykonawcy, inną śpiewała mając piętnaście lat, jeszcze inną napisał jej ulubiony autor. Dwie godziny minęły nie wiadomo kiedy i okazało się że zarezerwowaliśmy stolik na zbyt wczesną godzinę. Ale nic to. Zwolnił się następny i teraz nie wiem czy dłużej będziemy wspominać koncert czy kolację. Nie dlatego że ten pierwszy był zły. Dlatego że w kuchni również można spotkać artystów.

niedziela, 23 października 2011

Mowa Leonarda Cohena: Premios Príncipe de Asturias 2011

Przegapiłem wystąpienie Leonarda Cohena podczas uroczystości wręczenia nagrody. Na szczęście U. się zorientowała i podesłała mi linka. Cohen nie musi udowadniać swojej wielkości, robi to mimochodem, każdym słowem, każdym gestem. Tym razem opowiada o tym,  jak wiele zawdzięcza Hiszpanii i jest w tym przekonujący. Wydaje się że bez Hiszpanii nie byłoby Leonarda Cohena jakiego znamy. Warto posłuchać. Popatrzeć na Jego przygarbione plecy, lekko drżące dłonie, kapelusz pozostawiony na krześle. Warto spojrzeć na trochę wzruszone, trochę rozbawione i zaskoczone miny słuchaczy i pozwolić się zaczarować.

poniedziałek, 10 października 2011

Luisa Sobral "Xico"



Od soboty chodzi za mną ten kawałek.
Podobnie jak cała płyta.
o Xico, ooo Xico!

poniedziałek, 16 maja 2011

Susana Maria Alfonso de Aguiar - Mísia "Senhora da Noite"

Mísia przyjechała z koncertem. Z ciekawym koncertem utrzymanym w nadzwyczaj pogodnym jak na fado tonie. Być może fado wcale nie musi być smutne. Jak powiedziała Mísia nie jest smutne, jest głębokie. Dyskretna różnica, ale doskonale wyczuwalna. Atmosfera koncertu była ciepła, można by powiedzieć domowa. Kameralny zespół: gitara portugalska, klasyczna i akustyczna basowa. Do tego akordeon i skrzypce. Przerwy miedzy utworami wypełnione narracją, dialogiem z publicznością, anegdotami i żartami. Muzyka wydała mi się bardziej międzynarodowa niż portugalska. Akordeon przywoływał na myśl francuskie piosenki, skrzypce zaciągały z rosyjska. Portugalski był język i emocje. Portugalska bosonoga Mísia na dwie godziny zawładnęła światem. Umiejętnie dozując napięcie złapała mnie za gardło dopiero śpiewając na bis. A była to "Lágrima"...

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Youn Sun Nah "Enter Sandman"

Niepokojący głos Youn Sun Nah z ascetyczną gitarą akustyczną. Słyszę magiczne połączenie Suzanne Vegi, Bjork, Kasi Kowalskiej, Evy Cassidy oraz skrzypiących drzwi od szafy w sypialni mojej babci. Efekt co najmniej interesujący. Jak dla mnie - odkrycie kwietnia 2011.


piątek, 15 kwietnia 2011

Katia Guerreiro - esencja fado

 Wracając wieczorem z Santa Cruz, słuchając jednym uchem programu trzeciego nagle ją usłyszałem. Końcówka jakiegoś utworu, fragment wywiadu, kolejny kawałek, kolejny fragment wywiadu, znów piosenka...
Kátia d'Almeida d’Oliveira Rosado Guerreiro Ochoa zaczarowała mnie w czasie potrzebnym do pokonania 11 kilometrów. Inteligentna i odważna. Mocny tajemniczy głos. Niezwykły gwałtowny przypływ emocji. Dojechałem do domu ledwo widząc, przeniesiony gdzieś do innego świata, niesiony na grzbiecie wysokiej fali fado. Podobno muzycy z berlińskiej filharmonii też płakali słysząc śpiew Katii. Uspokoiła mnie ta wiadomość bo już myślałem że coś ze mną nie tak. Tymczasem rozklejają się nawet profesjonaliści.
Poza tym Katia jest okulistą. Wydaje się że potrzebuję nowych okularów. Może by tak skoczyć do Lizbony i zamówić wizytę?



wtorek, 5 kwietnia 2011

Janáček - "Sinfonietta"



Na kotłach gra Tengo, Aomame siedzi na widowni...

wtorek, 22 lutego 2011

poniedziałek, 31 stycznia 2011

My Love by Sia

Miłość, love, amor.
Odwieczna tajemnica i inspiracja.
Love, amor, miłość.
Wokal z fortepianem malują nastrój.
Amor, miłość, love...