czwartek, 8 kwietnia 2010

Eisuke Nakazono "Koniec święta"

Z Japończykami jest taki kłopot że nigdy nie wiadomo które z dziwnie brzmiących słów jest imieniem a które nazwiskiem. Przeczytałem tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze dostałem ją w prezencie a po drugie autor jest "made in Japan". Akcja kończy się kiedy... no dobra, nie opiszę zakończenia ;) Zresztą akcja jest całkiem nieistotna z mojego punktu widzenia. Ważniejsze jest tło, czyli tokijskie ulice za dnia i w nocy pod koniec lat 60 i na początku 70 ubiegłego wieku oraz tamto pokolenie japońskich studentów. Czytając "Koniec święta" widziałem oczyma wyobraźni młodego Haruki'ego M. Takiego jakiego mógł widzieć starszy o pokolenie Eisuke. Atmosfera studenckiego buntu i jazzowych barów. W wielu z nich Haruki M. bywał. Jeden z nich przez kilka lat prowadził. Jeszcze wtedy nie wiedział że zostanie pisarzem. Lubię japońską prozę za zaskakujące porównania. Wbiły mi się w pamięć dwa, obydwa na temat słońca. Słońce jak wielka złota ameba, słońce jak odwrócona butelka leżąca na dachu. Japonia jako kraj wschodzącej wielkiej złotej ameby? Dlaczego nie. Jeszcze dwie drobne uwagi o autorze. Spędził w Chinach 8 lat swego życia. Nie zmarł śmiercią samobójczą. Ten ostatni fakt podnosi mnie na duchu...

Antoni Plàcid Guillem Gaudí i Cornet "Casa Batlló"

Casa Batlló znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO, podobnie jak np. kopalnia soli w Wieliczce. Może niekoniecznie jest to wystarczający powód do tego żeby ją oglądać, ale jeśli już jest się w Barcelonie to coś z czasem zrobić trzeba. Padło na casa Batlló, bo i blisko centrum i nieduża i niebanalna z zewnątrz. Nie jestem miłośnikiem ani znawcą architektury ale lubię ładne przedmioty, które zostały zaprojektowane z pewną myślą przewodnią i do tego są funkcjonalne. Ten budynek jest tego typu dużym przedmiotem. Casa Batlló nie przypomina smoka jak podają różne źródła. On jest smokiem. Ma paszczę, kręgosłup, żebra, oczy, łuski, kości... Nawet ogon. Widać to dopiero po wejściu do środka, obejrzeniu wnętrza, wysłuchaniu komentarza z objaśnieniami. Został zbudowany ponad 100 lat temu, kiedy nie znano chyba jeszcze słowa ergonomia a mimo to jest ergonomiczny. W środku czułem się otoczony dziełem sztuki i jednocześnie zapragnąłem bardzo w nim zamieszkać. Albo choć zbudować wierną kopię. Gaudí był geniuszem. Gaudí był szaleńcem. Gaudí był szalonym geniuszem, genialnym szaleńcem.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Manuel González w Palau de la Música Catalana



Palau można zwiedzać. Należy do tych licznych miejsc, jakie warto odwiedzić w Barcelonie. Palau to przede wszystkim sala koncertowa a o wiele przyjemniej jest połączyć zwiedzanie ze słuchaniem muzyki. Jeśli dodam że bardzo lubię gitarę hiszpańską to okaże się jasne, dlaczego po prostu "musiałem" w sobotę posłuchać Manuela. Powyżej wklejam "Wspomnienia z Alhambry" z innego koncertu w tym samym miejscu. W sobotę Manuel miał czarny garnitur bez szalika. Identyczną gitarę, którą całował dyskretnie kłaniając się miedzy kolejnymi utworami. Wirtuozerię. Z niedowierzaniem słuchałem dźwięków szukając bezskutecznie wzrokiem na scenie drugiego gitarzysty, z ciekawością wypatrując gdzież u licha ma trzecią rękę...
Miał tylko dwie ręce. Poddałem się melodii, ujrzałem grube mury Alhambry i usłyszałem cichy szum jej fontann. Poczułem zapach ogrodów Generalife. Lekki wiatr wiejący od strony Sacromonte ochłodził mi twarz. Wspomnień czar. Wszystko za sprawą jednej gitary i niezwykłej pary rąk. Szukam odpowiedniego słowa aby to wyrazić. I nie znajduję go.

Shohei Ooka "Ognie polne"

Odnotowuję bo robi wrażenie ta opowieść. Już od pierwszych zdań zapowiada się mrocznie a dalej jest nie tylko mrocznie ale i tak strasznie że aż nierealnie. Znalazłem świetną recenzję. Jest też film. Czy naprawdę mam ochotę go zobaczyć?

poniedziałek, 29 marca 2010

Joe Hisaishi "Summer"



Uwielbiam ten kawałek. Chodzi za mną co najmniej od roku a dziś znalazłem niezwykłe wykonanie.
Smacznego...

niedziela, 28 marca 2010

Maurycy

Cześć, jestem Maurycy. Jestem kotem i to ja decyduję o tym czy się przytulić czy nie. I kiedy. Jestem dziś zdenerwowany bo od dwóch godzin przebywam w rezydencji dla kotów. Słyszę i czuję że blisko są też  psy, ale oddzielone od nas. Będę tu przez najbliższy tydzień. Moja nowa klatka jest duża, ale wolę być w domu. Zajadać się smakołykami, wylegiwać na tarasie i korzystać z własnej kuwety. Mam nadzieję że ten tydzień upłynie szybko...
ps: ciekawe czy w domu też tęsknią czy może zapomnieli?

piątek, 26 marca 2010

"Marcelo w rzeczywistym świecie" Francisco X. Stork

Jedna z tych książek, które koniecznie powinny się ukazać po polsku. Znów autor o preferowanym przeze mnie życiorysie. Urodził się w Meksyku, od 9 roku życia mieszka w USA. Jest adwokatem w Bostonie i napisał niesamowitą książkę. Ponieważ nie znalazłem żadnej polskojęzycznej recenzji, opiszę pokrótce fabułę. Marcelo jest 17 letnim synem bostońskiego adwokata i cierpi na łagodną postać zespołu Aspergera. Chodzi do prywatnej szkoły, gdzie uczy się w atmosferze akceptacji otoczenia dla jego kłopotów z komunikacją. Nie lubi zmian, planuje kolejny dzień z dokładnością do 5 minut. Interesuje się muzyką, kiedy zechce słyszy coś w rodzaju "wewnętrznej muzyki" w głowie. Lubi zwierzęta i pracuje w stajni pomagając przy pielęgnacji i treningu koni używanych w hipoterapii. Jego dominującym zainteresowaniem jest Bóg. Jest katolikiem, ekspertem w dziedzinie religii, zna na pamięć wiele fragmentów biblii. Czyta wiele o innych religiach i raz na dwa tygodnie dyskutuje kwestie teologiczne z żydowskim rabinem. Jest więc dość niezwykłym chłopcem. Jego ojcu niełatwo jest zaakceptować inność syna, np. to że nie ma on ochoty na takie rozrywki jak gra w piłkę czy jakikolwiek inny sport. Nawet trochę wstydzi się tej "nienormalności". Chciałby dla chłopca jak najlepiej i próbuje przystosować go do życia w normalnym świecie. Stawia przed nim wyzwanie, składa propozycję nie do odrzucenia: Marcelo będzie pracował w czasie wakacji jako goniec w jego kancelarii. Jeśli pomyślnie przejdzie tę próbę, będzie mógł zdecydować do jakiej szkoły pójdzie od września. Zderzenie Marcelo ze światem rzeczywistym jest dla niego bolesne a dla mnie poruszające. Nie zdradzę co się wydarza. Ważniejsze jest to w jaki sposób wydarzenia odbiera Marcelo i jak z pozycji osoby nieprzystosowanej społecznie pomaga "normalnym" ponownie odkrywać świat. Znaczenie słów i czynów. Skłania do zastanowienia nad kryteriami i granicami normy psychicznej. Zwraca uwagę na konsekwencje dokonanych wyborów. Bardzo dobra książka. Humanistyczna.