poniedziałek, 14 czerwca 2010

Dojrzewanie miłości


Jestem bardzo zadowolony, znowu udało mi się wylicytować obraz Mariny Dubowik. Jest coś takiego w jej malunkach, że mogę przyglądać im się niemal bez końca. Znajdując coraz to nowe szczegóły. Tytuł też mi się podoba. Teraz czekam na przesyłkę.

sobota, 12 czerwca 2010

Tajinaste azul


Tym razem wybraliśmy się w okolice wulkanu Fasnia, blisko obserwatorium astronomicznego. Mieliśmy trochę szczęścia, jeszcze kwitną niebieskie żmijowce. Pogoda nad chmurami bez zarzutu. Przyjemnie...

środa, 9 czerwca 2010

Natsume Sōseki "Botchan" ("Panicz")

Książka o dorastaniu. Nie o okresie dojrzewania, trudnym okresie szczenięcym, rozterkach nastolatka. To książka opowiadająca o okresie, kiedy naprawdę stajemy się dorośli. Tym momentem jest podjęcie pierwszej pracy, pierwsze prawdziwe zetknięcie z niezrozumiałym i skomplikowanym światem dorosłych. Zadziwiające jest, jak aktualna jest ta powieść po 104 latach od jej pierwszego wydania na rynku japońskim. Inny krąg kulturowy, tysiące kilometrów, ponad sto lat...

Bohaterem jest pochodzący z Tokio 24 letni absolwent uniwersytetu, skierowany do pracy w prowincjonalnej szkole na wyspie Shikoku. Wkracza do pokoju nauczycielskiego z mentalnością uczniaka. Z miejsca nadaje kolegom przydomki: Szop, Dynia, Jeżozwierz, Czerwona Koszula, Bufon. Ci widzą w nim niedojrzałego małolata, którym łatwo manipulować. Uczniowie z kolei zauważają niedoświadczonego belfra, dobry materiał na kozła ofiarnego i przedmiot prześladowań. Botchan nie ma lekko. Trudno mu zorientować się kto jest po jego stronie, dla kogo jest tylko pionkiem w grze o wpływy i władzę w małej społeczności. Irytuje go to i zauważa że jego samego szkoła nie przygotowała do życia, ucząc uczciwości i prawdomówności. Łatwiej byłoby mu, mówi, gdyby uczono dzieci jak najlepiej kłamać. Po tym jak został niesłusznie oczerniony w miejscowej gazecie, stwierdza gorzko : prasa jest jak żółw, który gryzie ci nogę. Nie odpuści dopóki nie zechce. 
Botchan jest pełen humoru i godności osobistej. W żadnym momencie nie zdradzi swoich zasad. To czyni go godnym podziwu.

Przyznam, że wgłębiam się w tajemniczy świat japońskiej literatury z rosnącym apetytem. Natsume Sōseki wart jest zainteresowania nie tylko dlatego że jego portret znajduje się na banknocie 1000 jenów. Pisze w sposób poruszający, nie pozostawił mnie obojętnym. Z pewnością przyczyniło się do tego również znakomite tłumaczenie José Pazó Espinosy i ciekawy wstęp z rysem historycznym Andresa Ibañeza.
Już teraz mam ochotę na kolejne książki Sōsekiego.

wtorek, 8 czerwca 2010

Yiruma "River flows in you".



Szkoła muzyczna. Koncert na zakończenie roku. A. zagrał "Clocks" i wyszedł zadowolony. Mimo drobnego błędu na początku a może nawet z jego powodu, dostał głośne brawa na koniec.  W tym roku nie było tak nudno jak zwykle, powiało świeżością. Zaskoczyła mnie obecność Yirumy a właściwie jego utworu w repertuarze. Lubię ten kawałek. Zamieszczam ku pamięci w wykonaniu autora.

niedziela, 6 czerwca 2010

Piękny dzień

Dzisiejszy dzień był taki jak lubię. Spokojny, ale pełen wrażeń. Pogodny i zrównoważony. Wiele razy przyszło mi do głowy że tak właśnie może wyglądać szczęśliwy dzień. Cokolwiek to znaczy. Kładę się spać patrząc ze spokojem w przeszłość, z naiwną nadzieją w przyszłość.

środa, 2 czerwca 2010

Katherine Neville "El ocho" ("Ósemka")

Niechętnie piszę o książce która mi się nie spodobała. Nie żeby była nudna. Wprost przeciwnie, jest zbyt przesycona sensacją. Przesycona do granic nieprawdopodobieństwa. Co gorsza, przekracza te granice. Odniosłem wrażenie że autorka jawnie kpi z łatwowiernego czytelnika, przyjmującego bezkrytycznie serwowane mu niesamowitości. Uważam, że to z jej strony co najmniej niegrzeczne. Po krótkich poszukiwaniach udało mi się odnaleźć interesującą krytykę z punktu widzenia szachisty. Szach, mat!

wtorek, 1 czerwca 2010

Chris Kraus "Cztery minuty"

Dobry film wczoraj widziałem. Cztery minuty. Jak to dobrze że w necie jest recenzja na każdy niemal temat. Można też poczytać o "Czterech minutach". Jednak dużo lepiej wsłuchać się w ten film. Właśnie tak, wsłuchać się a nie obejrzeć. Do słuchania jest oczywiście muzyka, grana z kajdankami na rękach jak na plakacie obok. Oprócz muzyki słychać odgłosy z życia pani Krüger i Jenny. Wydaje się z początku że obydwie kobiety dzieli wszystko co możliwe. Zbliżają się do siebie bardzo powoli, finałowe spotkanie jest nieuchronne. Nie chcę pisać więcej. Dodam jedynie znaleziony w odchłani netu plakat wersji japońskiej. Podoba mi się.