Kiedy nie można poczytać Murakamiego, warto dowiedzieć się czegoś o nim samym. Jay Rubin pisze o Harukim z sympatią, czym pewnie naraża się kolegom językoznawcom z powodu braku bezstronności. Na szczęście pisze nie tylko jako filolog, w takim wypadku książka trafiłaby do niewielu odbiorców. Od razu przyznaje się że jest wielbicielem Murakamiego, czym zaskarbia sobie względy czytelnika. Dla mnie najciekawszym wcieleniem Rubina jest Jay tłumacz.Od zawsze interesowało mnie jakim cudem tłumacze potrafią oddać sens, atmosferę, nastrój i wszystkie te wydawałoby się nieprzetłumaczalne niuanse językowe. Jak radzą sobie z idiomami, różnicami kulturowymi, odrębnymi znaczeniami wydarzeń, gestów, słów? Jay Rubin częściowo rozwikłuje tę zagadkę, wzbudzając jeszcze większy podziw dla pracy translatorskiej, również pracy Murakamiego.
O Murakamim dowiadujemy się że jest rodzajem tytana, czy ktoś w to wątpił? Także tego, których japońskich pisarzy lubi a których ledwo toleruje. Ucieszyło się moje serce, kiedy przeczytałem że najwyżej ceni Natsume Soseki'ego. Zdziwiłem się lekko, że podoba mu się Akutagawa. Dopisałem do listy "do przeczytania" Tanizaki'ego, jakoś do tej pory nie miałem przyjemności. Uśmiałem się z relacji z Kenzaburo Oe, itd, itp. Książka obfituje w ciekawostki i cytaty z opowiadań i powieści. Wzmaga apetyt na kolejne fantazje Harukiego i dobrze mi zrobiła zwłaszcza teraz, kiedy masochistycznie spoglądam na nowiutki egzemplarz "1Q84", kuszący bezwstydnie z półki pachnącym, świeżym drukiem...
Paseo Ecosaludable del 5 de agosto de 2026
3 dni temu

